Orange Warsaw Festival 2010

2010.08.30 Tagi: , , , , , , , , , , ,

Dziś po pierwszej w nocy zakończył się Orange Warsaw Festiwal! Bawiłem się na nim świetnie, szczególnie podczas koncertów powracającej Edyty Bartosiewicz i Nelly Furtado, która pokazała jak powinno wyglądać dobre show.

DAY 1

Dla mnie pierwszy dzień rozpoczął się dobrym gitarowym graniem zespołu Kim Nowak oraz bardzo fajnym występem White Lies.

Day 1

Courtney Love pierwszy raz grając w Polsce dała bardzo rockowy koncert. Nie tyle ze względu na repertuar, a na to jak koncert wyszedł. Okazało się bowiem, że Courntey wyleciała z tracklisty w niecałą godzinę i zeszła ze sceny. Kiedy wróciła na nią po kilku (kilkunastu?) minutach powiedziała, że straciła poczucie czasu i skończyły jej się hity. Wtedy rozpoczęła się bluesowa część koncertu podczas, której Love grała kawałki zamawiane przez publiczność. Koncert zakończył się piosenką napisaną po wizycie w SPA. (;

Osobą, na którą czekali wszyscy zgromadzeni robiąc nareszcie tłok pod sceną była Edyta Bartosiewicz. Swój koncert zaczęła nawet odrobinę wcześniej: Wykonała wszystkie swoje największe hity w odświeżonych aranżacjach oraz zaprezentowała nam dwa nowe, bardzo ciekawe kawałki Madame Bijou oraz Upaść aby wstać. Takich powrotów należy życzyć każdemu, Edyta wciągnęła nas tak bardzo, że nie chcieliśmy jej puścić do domu! Na bisy wychodziła, aż czterokrotnie.

Jako bonus porcja fotek z pierwszego dnia:

DAY 2

Drugi dzień organizacyjnie wyszedł znacznie gorzej np. podczas koncertu finalistów WOW Music Awards jeden z zespołów zapowiadał Marcin Prokop, ponieważ prowadzący gdzieś zaginął...

Z jakimiś 15 minutami opóźnienia na scenę wyszła Monika Brodka, która zaprezentowała nam bardzo dobrze zapowiadający się materiał z nadchodzącej we wrześniu płyty. Żałuję, że nie umieszczono tego koncertu trochę później, bo zasługiwał na bardziej zaangażowaną publiczność.

Z ponad 40 minutowym opóźnieniem na scenie pojawił się Mika. Tuż przed jego koncertem publiczność bardzo dobitnie wyrażała swoje niezadowolenie z tak dużego opóźnienia... Jako znany nolajf do dnia koncertu twórczości Miki nie kojarzyłem zupełnie. Byłem więc bardzo mile zaskoczony jakością show, które zaprezentował.

Mika

Był to The last show in Europe and the very last show for this album - Mika dał z siebie naprawdę sporo i dosłownie rozgrzał publiczność, która szybko wybaczyła mu spóźnienie.

Następnym wykonawcą była Agnieszka Chylińska... Cóż jej nowy repertuar zdecydowanie nie przypadł mi do gustu - mam nadzieję, że jeszcze powróci do swojego ostrzejszego grania. Mika ustawił poprzeczkę chyba trochę za wysoko i dosyć spokojne piosenki Agnieszki nie były w stanie porwać publiczności w oczekiwanym(?) stopniu.

Kilka minut po północy, czyli z godzinnym opóźnieniem na scenie pojawiła się Nelly Furtado. Trzeba przyznać, że publiczność rozgrzała się już na sam jej widok na scenie. [;

Nelly Furtado

Podczas swojego koncertu Nelly zaprezentowała nam swoje świetne możliwości wokalne i raczyła swoimi największymi hitami, przy których bawiliśmy się bardzo dobrze. Wiele razy powtarzała nam również, że jesteśmy wspaniałą publicznością, co tylko wzmagało nasze zaangażowanie. Wszyscy bardzo szybko zapomnieliśmy o tym, że na dworze było 10 stopni Celsjusza, a pod naszymi stopami było niebywałe wręcz błoto. Dane nam było również poznać dwa nowe kawałki z nadchodzącej płyty - Girlfriend i Free.

Niestety jak śpiewała w jednym ze swoich przebojów All good things come to an end, także i ten koncert dobiegł końca. Chciałoby się, żeby Nelly częściej do nas zaglądała... Na pocieszenie pozostaje kolejna porcja fotek:


Poczytaj też o:


<<Powrót do bloga